Menu

Książki mojej siostry

Czarodziejka?

grendella
"Czarodziejkę z Florencji" kupiłam trochę przez przypadek. Brakowało mi książki do Empikowej promocji "3 za 2", a bardzo się spieszyłam. W głowie miałam pustkę, listę książek do przeczytania zostawiłam w samochodzie, rozglądałam się bezradnie z poczuciem, że natychmiast muszę wyjść z księgarni, i w tym momencie "Czarodziejka z Florencji" przykuła mój wzrok dość krzykliwą okładką. Zaczarowała mnie jednym słowem. Uczciwie przyznać jednak należy, że nie udało jej się zaczarować sędziów przyznających Nagrodę Bookera w 2008 roku. Owszem, pozycja znalazła się na tak zwanej longliście, jednak do grona ścisłych finalistów już się nie zakwalifikowała. I pomimo, że wciągnęła mnie opowieść, czy raczej opowieści, snute przez Rushdiego, pomimo, że niespieszny, nieco leniwy, sposób narracji rodem z "Baśni tysiąca i jednej nocy" również mi odpowiadał, to chyba jednak "Dzieci północy" zaczarowały mnie bardziej.

MAD MEN. Whisky, Nowy Jork i Marylin Monroe.

milvanna
Ok. Otwarcie i szczerze mogę przyznać, że jestem uzależniona od seriali. Niczym każdy nałogowiec stwierdzam niemal codziennie, że to nic takiego i mogę przestać kiedy tylko zechcę. Zauważyłam też, że kiedy w moim otoczeniu znajdują się co najmniej dwie osoby, które są zafascynowane jakimś „tasiemcem”, rozmawiają o nim, ekscytują się nim a ja zupełnie nie wiem o co chodzi, szybko muszę coś z tym zrobić. Inaczej ciężko mi na duszy. Te cechy przejęły ostatnio kontrolę na moją osobowością, co zaowocowało całkowitym uzależnieniem od kolejnej produkcji. Mam tu na myśli amerykański serial „Mad Men”.

"Wolf Hall" Hilary Mantel

grendella
Przyznam się na samym początku, że czasy Tudorów, a zwłaszcza Henryka VIII, interesują mnie od podstawówki. Przyznam się również, że o czasach tych czytałam sporo, zarówno opracowań naukowych, popularnonaukowych, jak i powieści zupełnie nienaukowych. I w końcu przyznam się, że, pomimo pochlebnych recenzji, po „Wolf Hall” Hilary Mantel, spodziewałam się o wiele mniej niż dostałam. O powieści tej można pisać dużo, długo, i wieloaspektowo, bo jest, nie boję się użyć tego słowa, naprawdę monumentalna. Sądzę więc, że niejedna recenzja jeszcze się tu (lub gdzie indziej) pojawi.

LOST

milvanna
Czy coś jeszcze można powiedzieć o serialu „LOST”? Ne sądzę. Po co więc pisać cokolwiek? Nie, nie zamierzam nawet karkołomnie próbować streścić zawiłości fabuły, charakteryzować bohaterów ani wyjaśniać symboliki liczb i samotnych, olbrzymich stóp będących resztką jakiegoś posągu. Nie będę nawet pisać o tym, jak wielkim fenomenem jest ta produkcja (kto wierzy, ten wierzy; kto nie…no cóż, jego problem). Chciałabym natomiast skupić się na tym jak „LOST” cementuje a czasem, niestety, niszczy relacje międzyludzkie.

© Książki mojej siostry
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci