Menu

Książki mojej siostry

Czytamy obyczajowo

"Dziewczyna z Rewolwerem" Amy Stewart, czyli jak Constance Knopp została zastępcą szeryfa

grendella

Kiedy okładka książki przekonuje cię, że „otrzymasz prawdziwą i niezwykłą opowieść o pierwszej kobiecie szeryfie”, trudno uniknąć skojarzeń z preriami Dzikiego Zachodu, wahadłowymi drzwiami drewnianych „saloonów” i kroczącej kołyszącym się, choć pewnym, krokiem kobiecie z gwiazdą szeryfa na piersi. Krótko mówiąc, po Dziewczynie z rewolwerem spodziewałam się czegoś w stylu Doktor Queen, z tym że o policjantce, nie lekarce.  Tymczasem, główna bohaterka powieści Amy Stewart, Constance Kopp, to kobieta trzydziestopięcioletnia, wraz z dwiema siostrami prowadząca farmę nieopodal Nowego Jorku, która nigdy na Dzikim Zachodzie nie była i wiedzie żywot nieobfitujący w spektakularne wydarzenia. Ot, małe miasteczko, farma na odludziu, trzy samotne kobiety, kłopoty finansowe.

Dziewczyna_z_rewolwerem_okladka337x535

 

"Zapomniałyśmy o obiedzie i kluskach, które skleiły się już w kleistą masę" (str 70). Ja tam się pannom Knopp nie dziwię. Też bym wolała rewolwer, od brei z klusek.

Pewnego dnia panny Kopp wybierają się jednak po sprawunki, a w ich powóz z impetem wjeżdża samochód należący do podejrzanego typa, otoczonego jeszcze bardziej podejrzanymi typami. Podejrzany typ (ten główny) okazuje się właścicielem lokalnej fabryki, z którym nikt nie zechce zadzierać. Panny Knopp spodziewają się odszkodowania, zamiast niego otrzymują jednak pogróżki. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta, niezależnych sióstr nie chroni silne męskie ramię, a władze ich problemy wyraźnie lekceważą. Zamiast ukryć się w szafie i rozpłakać, Constance Kopp - najstarsza z sióstr - obdarzona ponadprzeciętnym wzrostem, chcąc nie chcąc, musi wziąć sprawy we własne ręce, co wbrew konwenansom czyni. „Dostałam rewolwer do obrony”, powie później, „i nie zawahałam się go użyć”.

Amy Stewart, posiłkując się historią prawdziwych wydarzeń, udało się stworzyć lekką powieść obyczajową osadzoną na początku XX wieku z wątkiem gangstersko-kryminalno-proceduralnym w tle. W tej kolejności, bo nie jest to typowy kryminał retro, w którym zagadka kryminalna jest najistotniejsza. Owszem, opryszek dostaje to, na co zasłużył, a Constance Knopp zostaje zastępczynią szeryfa, udowadniając hart ducha i nieustępliwość. Autorka jednak dość mocno skupia się na pokazaniu monotonnej codzienności panien Knopp, ich budzącym powszechne niezrozumienie dążeniu do niezależności, i w końcu obrazie amerykańskiej prowincji, do której wkradają się nowoczesność, postęp technologiczny i kapitalizm. Wszystko to doprawia szczyptą rodzinnych sekretów. A w tle unosi się duch przedziwnej, nieżyjącej już matki panien Knopp, emigrantki pochodzenia francusko-austriackiego, której nieufność do obcych graniczy wręcz z paranoją.

Przyznaję, że pomimo iż Dziewczyna z rewolwerem nie poraża głębią portretów psychologicznych, polubiłam wszystkie panny Knopp: odważną i twardo stąpającą po ziemi Constance w skromnej, zapiętej pod szyję sukni i praktycznych, solidnych butach; zrzędzącą, zafiksowaną na punkcie gołębi Normę; i rozpieszczoną, mającą pstro w głowie Fluerette, zainteresowaną głównie krojem sukien, koronkami  i sobą samą. Może i dałoby się z tych postaci wycisnąć więcej, ale czy na pewno wyszłoby to powieści na dobre? Może i są panny Knopp trochę jednowymiarowe, ale fajne z nich babki, nie dające się wcisnąć w gorset konwenansów. Nie przepadają za gotowaniem, nie odnajdują się w pucowaniu domu, nie tęsknią z tym, by ktoś się nimi zaopiekował. I w gruncie rzeczy, nie żałują, że w ich przewidywalnym życiu, w którym trzeba posadzić pomidory, naprawić płot i wytrzepać dywany, wydarzył się wypadek, który zmienił jego tor.

Jeśli, podobnie jak ja, lubicie powieści, które wydobywają z czeluści niepamięci sylwetki interesujących kobiet, bez wahania możecie sięgnąć po Dziewczynę z rewolwerem. Najprawdopodobniej nie będzie to kamień milowy na waszej czytelniczej drodze – książka, o której będziecie rozmyślać miesiącami. Ale jest to sprawnie napisana i naprawdę wciągająca opowieść, czasem zabawna, czasem zaskakująca, która zapewni wam niezobowiązującą rozrywkę na dobrym poziomie. Na czerwcowe upały – jak znalazł.

Amy Stewart, Dziewczyna z rewolwerem. Przekł. Paulina Surniak. Czwarta Strona, 2016.

"Ross Poldark" Winstona Grahama, czyli kornwalijska saga rodzinna

grendella

Jakiś czas temu Malita zastanawiała się, jak czytałoby się Rosa Poldarka Winstona Grahama bez znajomości serialu BBC, na którego punkcie oszalał świat. Spieszę więc z odpowiedzią, bo choć był moment, że Aidan Turner i jego kosa pojawiali się dosłownie wszędzie, to gorączka związana z serialem mnie ominęła. Nie było to bynajmniej jakieś programowe odrzucenie produkcji, ot, po prostu nie zgrałam się z serialem w czasoprzestrzeni i jestem przekonana, że przyjdzie mi się z nim jeszcze kiedyś zapoznać.

rosspoldarkbiext31695726Mimo, że nie oglądałam serialu, Ross Poldark wygląda w moich oczach właśnie tak. I nawet szramę ma ładną.

Z okładki polskiego wydania spogląda na nas chmurnym wzrokiem Aidan Turner i jest to spojrzenie, któremu trudno się oprzeć i wyobrazić sobie tytułowego bohatera powieści inaczej. Ross to mężczyzna z przeszłością, który jako angielski kapitan wraca z wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych do rodzimej Kornwalii, by przekonać się, że jego ojciec zmarł, rodzima posiadłość jest w ruinie, a ukochana właśnie zaręczyła się z jego bliskim kuzynem. Lekko nie jest. Spodziewałam się, że główny bohater będzie walczył o ukochaną, ale nie, usuwa się w cień, koncentrując energię na stopniowym odbudowywaniu majątku. Na miłosne rozterki najlepsza praca. Zubożały dziedzic kosi, zasiewa, naprawia płoty, planuje na nowo otworzyć dawno zamkniętą kopalnię, a w międzyczasie tańczy menueta, ogląda walki kogutów i sporo pije. Daleko mu do rozpieszczonego, odzianego w wytworne stroje, paniątka z wyższych sfer. Nie jest szczególnie sympatyczny, bywa porywczy i uparty, ale jest też zdeterminowany, by przy okazji odbudowy swojej pozycji poprawić los innych, odporny na plotki i niespecjalnie wrażliwy na puste społeczne konwenanse.

XVIII-wieczna prowincjonalna Kornwalia nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Życie jest tu surowe, uzależnione od cen wydobywanej w kopalniach cyny. Granica między ubogim szlachcicem a pracującymi na niego górnikami i dzierżawcami ziemi jest wprawdzie widoczna, ale niestabilna. O bankructwo i degradację społeczną nietrudno. Kornwalijscy panowie jadają wprawdzie wykwintne potrawy z pięknej porcelany, ale pasjonują ich też plebejskie rozrywki, jak walka kogutów. Z kolei biedota, której los jest naprawdę trudny, pod wpływem równościowych idei z Ameryki i Francji, zaczyna zastanawiać się, czy na pewno musi tak być. Rossowi czasem bliżej do swoich podwładnych, nie waha się wstawić w sądzie za jednym z nich, przygarnia 13-letnią obdartą Demelzę, która pod jego dachem wyrasta na pełną życia i energii młodą kobietę i w końcu, dość przewidywalnie, staje jego żoną, ale nie czyni tego z jakichś głębszych pobudek ideologicznych. Jest przyzwoity, pragmatyczny i nawet jego związek z Demelzą nie jest przedstawiony jako szczególnie romantyczny. Ross poślubia ją, bo ma gdzieś opinie innych i bo tak należy zrobić, ale nie jest szaleńczo zakochany. Uczucie między twym dwojgiem rodzi się później, ale czy przetrwa?

Nie ukrywam, że właśnie Demelza, przeciwieństwo bladolicej, uduchowionej Elizabeth, pierwszej miłości Rossa, zainteresowała mnie najbardziej. Dziewczyna wyciągnięta z wiejskiej chaty, pełna życia i umorusana ziemią, która awansuje społecznie dzięki małżeństwu. Nie sposób odmówić jej witalności i żywej inteligencji, ma być lekarstwem Rossa na uczucie beznadziejnie ulokowane w Elizabeth i na razie wydają się być szczęśliwi. Wychodzi zwycięsko z pierwszej konfrontacji z wyżej urodzonymi od siebie, zjednuje ich urodą i otwartością, ale czy może być tak łatwo? Zobaczymy, następna część 12-tomowej sagi Winstona Grahama, zatytułowany jest właśnie jej imieniem.

Sądząc po Rossie Poldarku, dalsze powieści dadzą nam to, czego możemy się spodziewać po sadze rodzinnej – zmiennych perypetii rodu Poldarków, ich wzlotów i upadków, finansowych tarapatów i sukcesów, miłosnych przygód na tle przemian historycznych i społecznych. Winston Graham nie zaskoczył mnie może specjalnie rozwiązaniami fabularnymi, ale przemawia do mnie jego realistyczne pióro doprawione szczyptą komizmu, szlachta w przybrudzonych koronkach i brodzący w błocie górnicy. Przede wszystkim jednak przemawia do mnie jego wizja Kornwalii, targanej wiatrem, tonącej w mgle i deszczu, skalistej i nieprzystępnej, jakże różnej od soczyście zielonej Anglii z powieści Jane Austen. Takie otoczenie aż prosi się o słodko-gorzką opowieść, w której smutek i melancholia przeplatają się z drobnymi uśmiechami losu. I na pewno dam tej opowieści szansę.

Winston Graham, Ross Poldark, przełożył Tomasz Wyżyński, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016, 463 str.

Zagubione dzieci "Zimowej opowieści", czyli "Przepaść czasu" Jeanette Winterson

grendella

Pierwszą powieścią wydaną w ramach Projektu Szekspir, o którym już wspominałam i pewnie nieraz wspominać będę, jest „Przepaść czasu” pióra Jeanette Winterson – wielokrotnie nagradzanej brytyjskiej pisarki, zafascynowanej jak sama twierdzi „Zimową opowieścią” od wielu lat. Zauważmy od razu, że stanęła przed bardzo trudnym zadaniem, bo jako pierwsza autorka, opowiadająca Szekspira na nowo, będzie porównywana tylko i wyłącznie z angielskim bardem. Sytuacja Winterson kojarzy mi się też trochę z sytuacją rockmanów, nagrywających cover dobrze znanego, kochanego przez publiczność utworu. Z jednej strony nie da się uniknąć porównania z oryginałem, z drugiej oczekujemy świeżości, a jeszcze z innej mamy świadomość, że wykonawca covera mruga do nas okiem, przyznając jednocześnie, że sam jest fanem oryginału. Różnie bywa z coverami, czasem zyskują większą popularność niż pierwotne wersje. Czy nie tak było chociażby z „Knockin’ on Heaven’s Door” w aranżacji Guns N’ Roses? A jak będzie z „Przepaścią czasu” i „Zimową opowieścią”?

zimowa_opowie_Przepa_czasu

Pod względem fabuły Winterson nie odbiega zbyt mocno od oryginału. Na początku otrzymujemy zresztą jej streszczenie, a swoją własną wersję autorka określa mianem „nowej aranżacji”. Jeśli je przeczytamy, lub po prostu znamy treść sztuki, nie zaskoczą nas niektóre zwroty akcji. Natomiast jeśli tego nie zrobimy, to mam wrażenie, że niektóre rozwiązania fabularne mogą nam się wydać trochę naciągane. Wybór pozostawiam Wam, ja od znajomości oryginału uciec nie mogłam i ciekawa jestem odbioru tej powieści w oderwaniu od pierwowzoru. O ile jednak oś wydarzeń pozostaje podobna, zmieniają się realia.

Otoczony bogatym dworem, król Leontes staje się Leo, aroganckim i mizoginicznym finansistą zarządzającym funduszami hedgingowymi. Leo jest paranoicznie wręcz zazdrosny o żonę MiMi (Hermionę), nieco eteryczną lecz zmysłową, odnoszącą sukcesy, francuską piosenkarkę. MiMi jest w zaawansowanej ciąży. Leo posądza ją o zdradę i uznaje, że dzieckiem ojca jest jego najlepszy przyjaciel, Xeno (Poliksenes) – nieco marzycielski, introwertyczny projektant gier komputerowych. Zazdrość, gniew i obsesja Leo rozbijają ich w miarę spokojne życie w proch. Kiedy po porodzie decyduje się wykraść i porzucić maleńką Perditę, która będzie dorastać z dala od prawdziwych rodziców pod opieką dwóch przypadkowych mężczyzn w Nowej Bohemii, wzorowanej na Nowym Orleanie, zapoczątkowuje serię wydarzeń i przypadków, które nie mogą skończyć się szczęśliwie. A może jednak mogą?

Ciężko przenieść Szekspira do współczesnych czasów i napisać powieść na wskroś realistyczną. Kluczowy dla fabuły fakt, że Leo nie chce uwierzyć we własne ojcostwo w XXI wieku, gdy zwykły test DNA załatwiłby sprawę, wydaje się absurdalny. Winterson tworzy więc opowieść, która jest momentami bardzo naturalistyczna, brutalna wręcz, ale jednocześnie pozostaje przypowieścią, w której centrum pozostaje porzucone dziecko. Dziecko porzucone dosłownie, jak Perdita, lecz również metaforycznie, bo wszystkie kluczowe postaci są w pewnym sensie przez rodziców opuszczone – Leo i Xeno dorastają w internacie, MiMi również pochodzi z rozbitej rodziny – wszyscy są nieufni, jak dzikie zwierzęta, żadne nie jest predysponowane do historii z serii „i żyli długo i szczęśliwie”. Wszyscy też zawodzą swoje własne dzieci – czy któremukolwiek z nich uda się przerwać ten dziedziczony z pokolenia na pokolenie los?

Tam, gdzie Szekspir zostawia miejsce dla interpretacji motywacji bohaterów, Winterson nadaje im głębię, sprawiając, że ich wybory i zachowania przestają być serią zbiegów okoliczności i stają się nieuchronnym skutkiem ich wcześniejszych doświadczeń. Największą siłą „Przepaści czasu” jest właśnie to, że Winterson re-interpretuje szekspirowskich bohaterów, zmuszając ich by nieśli bagaż swojego dzieciństwa i okresu dorastania, który okazuje się ciężkim brzemieniem. Odczytuje też na nowo relacje w toksycznym miłosnym trójkącie Leo-MiMi-Xeno, sprawiając, że motywy zazdrości Leo są bardziej zrozumiałe i wyraźniejsze niż w oryginale. Kwestionuje kult hipermęskości i wszechobecność kapitalistycznych wartości, w poruszający sposób dotyka problemu przemocy wobec kobiet. Jest w tej powieści scena brutalniejsza w swoim realizmie niż najbrutalniejsza odsłona Szekspira, której czytanie sprawiło mi autentyczny, fizyczny wręcz ból. Są również fragmenty liryczne, oszczędne w wyrazie, refleksyjne i eleganckie. Widać, że Winterson rzeczywiście nosiła w sobie „Zimową opowieść” na tyle długo, by nadać jej charakterystyczny dla siebie odcień.

„Przepaść czasu” to powieść, która rezonując z oryginałem Szekspira nie przestała być prozą charakterystyczną dla Jeanette Winterson, autorki nie stroniącej od trudnych pytań i często poruszającej tematy związane z tożsamością płciową i seksualnością (niekoniecznie hetero). Ten indywidualny rys jest bardzo czytelny w konstrukcji głównych postaci, których relacje podszyte są wzajemnym pożądaniem i seksualno-psychiczną fascynacją. W nowej aranżacji, „Zimowa opowieść” staje się opowieścią o tym, jak kolejne pokolenia starają się uleczyć rany wyniesione z przeszłości i o tym, jak ponoszą swoje własne klęski. Jest też opowieścią o utraconym dziecku, które zostało odzyskane – o drodze, którą przebyło bez udziału swoich rodziców, by stać się tym, kim jest.

Nie sposób poruszyć tu wszystkich kwestii związanych z tą powieścią, choćby tego jak tworzona przez Xeno gra komputerowa, również skupiająca się na poszukiwaniu zagubionego dziecka, odnosi się do prozy Winterson. Takich wewnętrznych i zewnętrznych aluzji jest tu sporo i myślę, że jednych będą fascynować, a dla innych wydadzą się zbędnym ozdobnikiem. Było nie było, podkreślają charakter całego projektu. A „Przepaść czasu” jest jego bardzo ciekawym i mocnym początkiem.

Przekonajcie się sami. Mamy dla Was jeden egzemplarz książki. Zapraszamy na konkurs!

 

 1. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dolnośląskiego, mamy dla Was egzemplarz recenzencki (miękka oprawa).

2. Aby wziąć udział w konkursie, w komentarzu pod tym wpisem lub na Facebooku, napiszcie NA JAKĄ WSPÓŁCZESNĄ ARANŻACJĘ SZEKSPIRA NAJBARDZIEJ CZEKACIE.

3. Na odpowiedzi czekamy do północy 4.12.2015.

4. Następnie wylosujemy zwycięzcę, poprosimy go/ją o kontakt z nami celem podania danych adresowych i książkę prześlemy pocztą.

5. Będzie nam miło jeśli polubicie nasz profil na Facebooku (ale nie jest to oczywiście warunek konieczny).

 

 

Kto obrabował Szekspira? - O współczesnych piszących jego sztuki na nowo

grendella

Panie, wiemy, czym jesteśmy, lecz nie wiemy, czym możemy być.
William Szekspir, Hamlet (Przekład Macieja Słomczyńskiego),akt IV, scena V.

 

Nawet jeśli my nie możemy być wielu faktów pewni, William Szekspir wiedział, kim jest w elżbietańskiej Anglii. Płodnym poetą (154 sonety i dwa dłuższe poematy to nie byle jaki dorobek), aktorem i współwłaścicielem teatru, który według współczesnych mu dramatopisarzy z uniwersyteckim wykształceniem przebojem wkroczył na ich terytorium i ośmielił się pisać lepiej od nich, autorem prawie czterdziestu komedii, tragedii i kronik. O wielu innych faktach możemy spekulować, a na spekulacjach tych oparło się nie tylko sporo akademickich karier, lecz również książek czy filmów (ja nadal czekam na jakiś fabularyzowany serial). Jednak o tym, że zostanie przedmiotem tych wszystkich spekulacji Szekspir wiedzieć nie mógł. Nie mógł też wiedzieć, że stanie się jednym z największych pisarzy anglojęzycznych wszech czasów, o wiele bardziej popularnym po śmierci niż za życia, którego sztuki zostaną przetłumaczone na większość chyba języków nowożytnych. Nie mógł wiedzieć że sztuki, w jego czasach należące do rozrywkowej strefy kultury popularnej, wkroczą na salony i zostaną wpisane do kanonu. I że jak to w przypadku kanonu bywa, zamiast wzbudzać salwy śmiechu, potoki łez, czy refleksję, będą rozwałkowywane i rozkładane na części pierwsze w szkołach przez nastolatków, rwących sobie włosy z głowy przez nieprzystępną już XVII-wieczną angielszczyznę. Title_page_William_Shakespeares_First_Folio_16232

Szekspira nie bardzo interesowało wydawanie swoich "dzień zebranych" drukiem. Pisał w końcu na potrzeby teatru, nie czytelników. Strona tytułowa Pierwszego Folio. Źródło: Wikipedia.

Szekspir wiedział też, że jest opowiadaczem czerpiącym garściami z dostępnych mu fabuł, przepisującym na nowo, to co zostało już opowiedziane. I choć nigdy nie poznał Austina Kleona i jego idei twórczej kradzieży, kradł jak prawdziwy artysta, wykorzystywał pracę innych, miksował, przetwarzał. Nie wiedział natomiast, że jego dzieła będą w ten sposób kradli i przetwarzali inni. Długo by można ich wymieniać. Jedni pożyczali fabuły lub bohaterów na potrzeby swoich własnych sztuk, powieści czy filmów, inni przekładali jego słowa na język malarstwa, inni wplatali w swoje utwory cytaty i odniesienia. Wszyscy, świadomie lub nie, pożyczamy sobie jego język.

Ta twórcza kradzież zyskuje właśnie nową odsłonę. W tym miesiącu angielskie wydawnictwo Hogarth wydało pierwszą pozycję swojej nowej wydawniczej serii, mającej być kolekcją powieści współczesnych pisarzy, którzy opowiedzą sztuki Szekspira na nowo – The Hogarth Shakespeare. W zamierzeniach, powieści te mają zachować ducha oryginału, a jednocześnie dać pisarzom możliwość stworzenia czegoś nowego i świeżego. Od samego początku kibicuję projektowi i piszczę z radości na myśl o tych wszystkich książkach, które kupię i przeczytam. Mam nadzieję, że i w Polsce znajdzie się wydawnictwo, które nie wybierze sobie poszczególnych pozycji, lecz postanowi wydać całość. Patrząc na autorów, może to być chyba wydawniczy hit.

9703f9b8036a29faca450e870b5136c3Kołnierzyk może trochę nie na czasie, ale okulary jak najbardziej. (Paul Gonzales, źródło)

Pierwsza, wydana już książka to The Gap of Time pióra Jeanette Winterson, czyli jej autorska przeróbka Opowieści Zimowej, która, jak mówi autorka, jest dla niej tekstem-talizmanem, takim który od zawsze w sobie nosiła. W 2016 roku, celebrującym czterechsetną rocznicę śmierci Szekspira, możemy spodziewać się kolejnych trzech pozycji. Howard Jacobson, autor podejmujący problem żydowskiej tożsamości w Kwestii Finklera zajmie się oczywiście Kupcem weneckim - sztuką, która mnie od zawsze niepokoi. Anne Tyler, opowie Poskromienie złośnicy, umieszczając akcję we współczesnym Baltimore, gdzie młoda Kate będzie zmuszona poślubić dziwacznego asystenta swojego ojca, by uniknął deportacji. Czytałam gdzieś, że Burza Margaret Atwood będzie osadzona w więzieniu. Jeszcze później przyjdzie czas na Otella Tracy Chevalier, autorki między innymi bestsellerowej Dziewczyny z perłą i Hamleta, powieści o małżeństwie, zdradzie, zemście i szaleństwie, Gyllian Flynn. Edward St. Aubyn, piszący wcześniej o swojej dysfunkcyjnej rodzinie, zajmie się Królem Learem, a Jo Nesbo Makbetem - głównym bohaterem będzie tym razem członek wyspecjalizowanej jednostki policji, któremu trzy wiedźmy, warzące narkotyki, złożą ofertę awansu.

tattooedshakespearemathewmcfarren

Czy Szekspir by się odnalazł we współczesnym świecie? Chyba tak. (Matthew McFarren, źródło)

Myśląc o tych autorach i wybranych przez nich sztukach, uświadomiłam sobie, że nie są to wybory przypadkowe. Wszyscy przyznają się do fascynacji tymi konkretnymi tytułami, wszyscy w jakiś sposób mierzyli się już z poruszanymi w nich problemami. I dlatego naprawdę nie mogę się doczekać. Jak dziecko, które po raz kolejny chce słyszeć tę samą historię, mówię, opowiedzcie mi to jeszcze raz, od początku do końca. Jak im pójdzie? Czy zreinterpretują wybrane przez siebie sztuki, czy po prostu „przepiszą” zmieniając czas i miejsce akcji? Czy uda im się wydobyć coś nowego z dobrze znanych opowieści? Czy porwą współczesnych czytelników, tak jak kiedyś Szekspir porywał publiczność, bez względu właściwie na pochodzenie społeczne? Szczerze im tego życzę, niech tryumf Szekspira będzie i ich tryumfem. Show must go on.

---

W zamierzchłej przeszłości bloga pojawił się inny wpis, dotyczący Szekspira, a właściwie Szekspirów dwóch. Nieco później, rozmwiałyśmy też o Koriolanie z Tomem Hiddlestonem w roli tytułowej.

Więcej informacji o angielskim projekcie na stronie wydawnictwa.

Wiadomość z ostatniej chwili! Pisząc ten wpis, nie wiedziałam jeszcze, czy projekt będzie realizowany w Polsce, ale już wiem, że będzie! Książki mojej siostry będą go dzielnie wspierać, czekajcie więc na wpisy.

12065817_1053565941355375_7496719048137166700_n

© Książki mojej siostry
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci