Menu

Książki mojej siostry

Jak żyć?

Nie nazywaj ludzi bydłem. Dziś nie o książkach.

grendella

Będzie bez obrazków, bo obrazków jest w sieci za dużo. W ogóle będzie, chociaż miało nie być. Bo to kwestia, o której jednak nie potrafię milczeć.

W czerwcu, sprawdzałam eseje dwudziestokilkulatków, w których odnosili się do kwestii przyjęcia uchodźców przez Polskę. Jako, że były one „na bardzo ważną egzaminacyjną” ocenę, to musiałam siłą rzeczy skoncentrować się na kwestiach formalnych dotyczących formy pracy, błędach gramatycznych, ortograficznych i stylistycznych. Były też zakodowane i nie miałam okazji odnieść się do prezentowanych argumentów i przykładów w indywidualnej rozmowie. Cóż, eseje zostały ocenione, studenci egzamin zdali lub nie, a ja do dziś się czuję nieswojo. Dlaczego? Ano dlatego, że autorzy większości esejów podejmujących ten temat, byli bardzo jednoznacznie na nie. Bo przyjdą nielegalni imigranci i uchodźcy (odczłowieczeni, zredukowani do liczb) i nas zjedzą. Wysadzą w powietrze, zabiorą pracę, zdominują kulturę, odbiorą nam polskość. Niektórzy wyrażali troskę - lepiej ich nie przyjmujmy, bo Polska jest krajem jednokulturowym i będą się u nas źle czuli.

Nie twierdzę, że przyjęcie uchodźców jest kwestią prostą – na pewno wymaga mądrego, przemyślanego działania, długofalowego planu, edukowania zarówno uchodźców, jak i całego społeczeństwa. To duże wyzwanie. Czy potrafimy mu sprostać? Nie wiem. Nie potrafię zaproponować gotowych rozwiązań. Ale przeraża mnie fala nienawiści, przelewająca się przez Internet i nie, nie chodzi o to, że wszyscy musimy mieć takie samo zdanie. Z argumentami przedstawianymi przez moich studentów da się dyskutować. Był w nich strach, stereotypy i zachowawczość, ale nie było ani nienawiści, ani jadu.

Rozumiem strach przed obcością, rozumiem niepokój przed nieznanym, rozumiem, że możemy mieć inne zdanie. Ale sposób, w jaki to zdanie wyrażamy, czyni kolosalną różnicę. Bo mówimy tu o ludziach. Więc możesz się ze mną nie zgadzać, możesz się bać. Ale przerażasz mnie, jeśli należysz do tych osób, które nazywają innych ludzi (bez względu na to, czy to osoby uciekające przed wojną, czy imigranci zarobkowi) bydłem, chcesz ich wieszać na gałęzi, czy wysłać do komór gazowych. Boję się Ciebie i to właśnie koło Ciebie nie chciałabym mieszkać.

Kiedy miałam dwadzieścia parę lat byłam w Londynie. Zarobkowo i zupełnie nielegalnie, bo jeszcze wtedy nie byliśmy w Unii. W Polsce studiowałam anglistykę, w Londynie pracowałam w knajpach, sprzątałam, roznosiłam ulotki. Dużo chodziłam do teatru. Mieszkałam na Hackney, gdzie od legalnych i nielegalnych imigrantów, squattersów i innych ludzi żyjących na obrzeżach systemu lub poza nim aż się roiło. To jedno z najważniejszych doświadczeń mojego życia, poznałam wtedy niesamowitych ludzi o skomplikowanych historiach.

Z dnia na dzień znalazłam się bez pieniędzy i dachu nad głową na ulicy za sprawą cwanych Polaków. Z dnia na dzień znalazłam dach nad głową dzięki bezinteresownemu Kurdowi, którego poznałam dzień wcześniej. Właścicielem jednej z restauracji, w której pracowałam na Camden Town był Marokańczyk, Jimmie, który jako chłopak zjawił się w Londynie wiele lat wcześniej, bez znajomości języka, bez pieniędzy, bez rodziny, który przeszedł drogę od pomywacza do właściciela dobrze prosperującej restauracji, odzianego w dobrze skrojone, szyte na miarę garnitury. Jego dzieci, już urodzone w Anglii studiowały na prestiżowych kierunkach w dobrych szkołach; oglądały te same filmy co ja i nie myślały o wysadzaniu się w powietrze. Właścicielem i kucharzem innej restauracji był Syryjczyk. Trudno mu się gotowało w czasie ramadanu. Ciężko pracował, skromnie żył, szukał w Syrii w swojej rodzinnej wiosce żony, ale młode dziewczyny nie bardzo chciały w tamtych czasach opuszczać swój kraj.

Czy moje doświadczenie świadczy o tym, że wszyscy Kurdowie, Marokańczycy i Syryjczycy są dobrzy? Nie. Czy świadczy o tym, że wszyscy Polacy za granicą są cwaniakami? Nie. Raczej o tym, że człowieka nie można tak łatwo zaklasyfikować na podstawie kraju, z którego pochodzi albo religii, którą wyznaje lub nie. Być może masz inne doświadczenia, być może Ciebie ktoś skrzywdził. Może w ogóle żadnego imigranta nie znasz, może nikt z Twojej rodziny za chlebem nie wyjechał. Imigranci i uchodźcy są różni: słabi i silni, mądrzy i głupi, pracowici i leniwi, przedsiębiorczy i bezradni. Dokładnie tacy, jak my. Niektórzy są wybitni.

Jak Vladimir Nabokov. Jak Azar Nafisi. Jak Chinua Achebe. Jak Khaled Husseini. Jak Salman Rushdie. Jak Adam Mickiewicz. Jak Czesław Miłosz. Jak…

 

Książka prawdę ci powie: jak skutecznie kontrolować społeczeństwo

grendella

Były już porady szafiarskie i dotyczące ścieżki kariery, a teraz nadszedł czas, by zająć się tematem bardziej ważkim. Dzisiejszy poradnik, skierowany jest do osób znajdujących się u władzy oraz tych, które władzę wkrótce zdobędą. Bo posiąść władzę – nie sztuka, większą sztuką jest ją utrzymać.

Otóż wiele wskazuje na to, że łatwiej i przyjemniej rządzi się społeczeństwem, które nie czyta książek. Istnieje bowiem niebezpieczna zależność pomiędzy czytaniem a myśleniem. Szereg badań wykazuje wzmożoną aktywność kory skroniowej w lewej półkuli mózgu; co gorsza, aktywność ta utrzymuje się na dłużej. Może to prowadzić do lepszego funkcjonowania czytającej jednostki w sytuacjach społecznych, w tym wzrostu jej umiejętności komunikacji werbalnej oraz poziomu empatii. W obliczu tych faktów, należy się poważnie zastanowić, czy inwestowanie publicznych środków finansowych w akcje promujące czytelnictwo jest działaniem pożądanym. Niewykluczone, że lepiej zmienić strategię, wspierać wszelkie inicjatywy zachęcające jednostki do nieczytania, zwiększyć VAT na książki oraz wprowadzić nowy podatek, który obejmie tych, którzy przeczytali w ciągu roku więcej niż 3 (słownie: trzy) strony tekstu A4 lub posiadają w domu więcej niż 2 (słownie: dwie) pozycje książkowe. Proponowane poniżej przykłady wydają się potwierdzać przypuszczenia, że książki, czy słowo pisane w ogóle, mogą być niebezpieczne i prowadzić do działań wywrotowych oraz zagrażających prawidłowemu funkcjonowaniu mechanizmów społecznych.

Ray Bradbury: 451 stopni Fahrenheita

burning_books

Wizja świata, do której każdy poważnie myślący o władzy powinien dążyć. Książki są zupełnie zakazane, nie wolno ich czytać ani posiadać. Ich usuwaniem zajmują się specjalnie wyselekcjonowani i wyszkoleni strażacy, a znalezione przez nich książki zostają spalone. W temperaturze 451 stopni Fahrenheita oczywiście. Główny bohater, Guy Montag, entuzjastycznie palący zakazaną literaturę strażak, poruszony zachowaniem kobiety, która wolała spłonąć wraz ze swoimi książkami, niż je zostawić, ukradł jedną z nich. I przeczytał. I kiedy zrozumiał, czego się go pozbawia, zaczął planować bunt przeciwko systemowi. Od razu widać, że lepiej dusić takie postawy w zarodku i dążyć do sytuacji, w której nie ma już co palić, bo nikt książek nie kupuje i nikomu nie opłaca się ich wydawać. Ci, którzy je piszą, wymrą z głodu. I po kłopocie.

George Orwell: Rok 1984

newspeak

Tu z kolei znajdziemy doskonały, choć pracochłonny i wymagający sporego personelu, sposób na ograniczenie wpływu literatury na społeczeństwo. Upraszczając, chodzi o to, by stworzyć język, z którego wyeliminujemy niepotrzebne wyrazy, mogące być niewygodne dla władzy (np. wolność, przyjaźń, sprawiedliwość, moralność, miłość, itp.). Wiadomo, że do codziennej komunikacji, wystarczą słowa, takie jak: jeść, spać, kupować, samochód, mieszkanie. Warto też zostawić słownictwo specjalistyczne, bez którego nie da się wykonywać danych zawodów. Można dorzucić trochę nowych pojęć, ułatwiających sprawowanie władzy. Cała reszta jest zbędna i może prowadzić do niebezpiecznych refleksji. Początkowo, przydatne będą dokładne słowniki, jednak kolejne pokolenia będą nabywać naszą nowomowę od maleńkości, a z czasem język, którym posługuje się literatura stanie się po prostu niezrozumiały. Niestety, jest to sposób dla osób cierpliwych, myślących strategicznie i długofalowo.

Umberto Eco: Imię róży

imierozybiext7863763

Jeśli nie da się wszystkich książek od razu spalić, a nie mamy czasu na długoterminowe działania opisane powyżej, zawsze możemy ostrożnie wybrać, co czytelnikom czytać wolno. Przedstawiony w tej powieści mnich Jorge, nie znosi śmiechu (wiadomo przecież jak bardzo śmichy chichy podważać mogą autorytet), dlatego dąży do kontrolowania tekstów, które czytają podlegli mu mnisi. Warto się na nim wzorować, bo przecież wpływając na to, co czytają nasi podwładni, kontrolujemy ich życie, myśli i poglądy. A skoro wszyscy będą myśleć tak samo, to jak się nam przeciwstawią? Niebezpieczny z punktu widzenia władzy dialog, wymiana myśli i idei, kwestionowanie usankcjonowanej autorytetem prawdy, nie będą miały racji bytu. Mało kto będzie dążył do zmiany, nieliczni będą podważać zastałe wartości. A nielicznych zawsze łatwiej unieszkodliwić.

Miasteczko Pleasantville (1998), reż. Gary Ross.

PleasantvilleBook2

Rodzeństwo, David i Jennifer, za sprawą dziwnego pilota do telewizora, zostają przeniesieni do świata czarno-białego sitcomu osadzonego w latach 50-tych. Wszystko jest czarno-białe, jednak nieskazitelnie poprawne i miłe. Żony nie przypalają obiadów, na które mężowie się nie spóźniają. Nastolatki nie uprawiają przedmałżeńskiego seksu, nikt się nie kłóci, jest sterylnie i czysto. A książki w bibliotekach mają białe niezapisane strony. A jednak coś zaczyna pękać, niektóre zasady zostają złamane, stopniowo pojawiają się kolory. Ludzie zaczynają próbować nowych rzeczy i niektórzy stają się „kolorowi”. W książkach zaczynają się pojawiać słowa, opowieści i wiedza. I nic już nigdy nie będzie proste, nieskomplikowane, i przyjemne. To może lepiej nie czytać i żyć w pięknym i prostym świecie, w którym nie ma problemów, bo wszyscy są tacy sami?

To tyle inspiracji na dziś dla ludzi, którzy chcą zdobyć i utrzymać władzę. Liczymy, że nie zapomną, że to my udzieliłyśmy im tych skromnych porad. I że nam to jakoś wynagrodzą. Nawet niekoniecznie finansowo. Niech nas po prostu zostawią w spokoju i pozwolą do woli czytać to, co chcemy i kiedy chcemy. To nam wystarczy.

---

Już ostatni dzień głosowania w Konkursie na Blog Roku. Pomimo wielu kontrowersji, postanowiłyśmy się nie poddawać i walczyć do końca, dlatego już po raz ostatni na blogu, prosimy Was o głosy. A także głosy waszych sióstr i braci, mężów  i żon, sąsiadów i sąsiadek, kochanków i kochanek, dzieci, a także psów, kotów, chomików, kanarków oraz królików (bez względu na płeć).

stopka3_2

Dziękujemy za dotychczasowe zaangażowanie!

 

Książka prawdę ci powie: jaki zawód wybrać?

milvanna

Zaobserwowałyśmy ostatnio, że całkiem sporo osób z grona naszych znajomych zaczyna się zastanawiać, co tak naprawdę chcą robić w życiu. Skończyliśmy studia, zaczęliśmy pracę, popracowaliśmy już trochę i w zasadzie nie jesteśmy pewni, czy to, czym zdecydowaliśmy się zająć zawodowo, na pewno nas cieszy. Może mamy za duże wymagania, może poprzewracało nam się w głowach, a może, po prostu, nie znaleźliśmy jeszcze tego, czego szukamy. Dlatego też postanowiłyśmy zrobić w głowie przegląd książek, które mogą pomóc nam zmienić naszą ścieżkę kariery. Niżej przedstawiamy kilka propozycji, które ułatwią nam znaleźć odpowiedź na pytanie jaki zawód wybrać?

Specjalista ds. smoków

 

smokDobry smoniu, grzeczny smoniu.

To zajęcie wymaga zdecydowanie dużej odwagi, cierpliwości i rozsądku. Przygotowanie się do pracy zmusi nas do zgłębienia ogromu wiedzy, kto wie, może nawet w obcych lub starożytnych językach. Przygotowanie teoretyczne zdecydowanie nam nie wystarczy. Dobrze byłoby, gdyby potencjalny kandydat wykazywał się odpowiednim podejściem do zwierząt. Smoki, owszem, są wyjątkowo piękne i intrygujące. Są również niebezpieczne i raczej nieprzewidywalne (prawie jak koty). W związku z tym, smoczy specjalista absolutnie nie może się ich bać, powinien jednak je szanować i pamiętać, że nie są to pluszowe maskotki. Odpowiednie wykształcenie magiczne może się przydać, lecz nie będzie wymagane.

Mentor: Charles Weasley z serii o Harrym Potterze J. K. Rowling.

Gracz

Kto powiedział, że gry nie mogą być dobrym sposobem na połączenie pracy i przyjemności? Na pewno nie my. Może to jednak wymagać od nas sporego poświęcenia, również finansowego. Tak naprawdę jednak, możemy poczekać aż jakaś mądra głowa stworzy dla nas alternatywny, wirtualny świat. Wtedy wystarczy nam podstawowy sprzęt i prąd. Będziemy mogli zdobyć wykształcenie w sieci, znaleźć tam wszystkie potrzebne nam do rozwoju informacje, a nawet ukończyć szkołę. Przy odrobinie szczęścia, jakiś bogacz zostawi nam do rozwiązania zagadkę, która pozwoli nam spróbować zdobyć jego fortunę. Niewątpliwie wiedza o latach osiemdziesiątych ułatwi nam wykonywanie wszelkich obowiązków. Praca idealna dla osób, które mają dość tłoczenia się z ludźmi w mało komfortowych środkach komunikacji.

Mentor: Wade Watts z Player One, Clive’a Owena

Naukowiec z detektywistycznym zacięciem

Należy podkreślić, że w tym przypadku najpierw jesteśmy naukowcami. Rozwiązywanie zagadek kryminalnych i łapanie złoczyńców przychodzą później. Tak naprawdę, przygotowanie do zawodu nie wymaga ukończenia odpowiednich studiów. Warto odnaleźć w sobie dawno zapomnianą fascynację przedmiotami ścisłymi. Dobrze, by była to chemia. Zdecydowanie przyda nam się odpowiedni sprzęt. Jak go zdobyć? Można zacząć od przejrzenia albumów ze starymi zdjęciami lub rozmów z rodziną. Kto wie, może nasz wuj lub inny pradziadek skrywał w piwnicy małe laboratorium. Przed przystąpieniem do przeprowadzania eksperymentów, zachęcamy do zapoznania się z podręcznikiem do chemii (na początek wystarczy ten z podstawówki) i przepisami BHP. Kiedy zdobędziemy już wiedzę bliską eksperckiej, obowiązkowo pakujemy się w kłopoty i ścigamy zbrodniarzy.

Mentor: Flawia de Luce z serii Alana Bradleya

Szara eminencja

ironthronepetyr

 

W tym przypadku wrodzone lub nabyte cechy charakteru kandydata są niezwykle ważne. Odpowiedni człowiek powinien szczycić się nie tylko inteligencją i przebiegłością, ale również brakiem kręgosłupa moralnego (hej, nikogo nie oceniamy). Już na początku drogi trzeba się wykazać nie lada sprytem i w jakiś sposób dostać do kręgów władzy. Następnie, podstępami i spiskami, cierpliwie i stopniowo, należy rozpocząć starania o zbliżenie się do osoby sprawującej rządy. Pozostaje już tylko zdobycie jej zaufania, co zaowocuje możliwością kierowania jej poczynaniami.

Mentor: Peter "Littlefinger” Baelish z Pieśni Lodu i Ognia George’a R. R. Martina.

Czarownica

Dla tych, którzy cenią sobie względny spokój, wiejskie otoczenie i hodowlę zwierząt, najlepiej kóz. Najczęściej, co wynika z tradycji, stanowisko zajmowane jest przez kobiety. Ale co tam, w XXI wieku nie powinno to być przeszkodą dla nikogo. Przed rozpoczęciem pracy warto zdobyć podstawy wiedzy z zakresu zielarstwa, odbierania porodów i, rzecz jasna, głowologii. Nie można zapominać, że w tym przypadku wygląd ma znaczenie. Tak, możemy udawać, że jest inaczej, jednak kilka kurzajek na twarzy i zepsute zęby zdecydowanie dodadzą nam powagi. Istotna jest też odpowiednia stylizacja. Porządna czarownica wyciągnie z szafy swoje wszystkie czarne ubrania, założy je na siebie naraz, a głowę ozdobi czarnym, szpiczastym kapeluszem.

Mentor: Esmeralda "Babcia” Weatherwax z cyklu Świat dysku Terry’ego
Pratchetta

Matka

molly

 

Zajęcie dla odważnych. Zanim obierze się ten kierunek, należy zastanowić się, czy rzeczywiście jest dla nas odpowiedni. Idealna kandydatka będzie doskonale zarządzać zespołem, nie przestraszy się pracy pod presją czasu i otoczenia, oraz wykaże się umiejętnością wykonywania wielu czynności naraz. Potencjalna mama powinna umieć rozwiązywać konflikty, wszystkie dzieci kochać tak samo i powstrzymać się od przesyłania w prezencie synom eleganckich szat po zmarłych ciotkach. Talent kulinarny to niewątpliwy atut. Idealna matka nie zawaha się walczyć w obronie świata, w którym żyją jej dzieci. Może przy tym siarczyście zakląć.

Mentor: Molly Weasley z serii o Harrym Potterze J. K. Rowling.

 

Książka prawdę ci powie: jak obrzydzić komuś zimę

grendella

Zima i śnieg. Biała pierzynka otulająca świat. Świąteczne marzenie. Prawda jest jednak o wiele mniej sielankowa. Nie znoszę brnąć przez rozmakającą breję, nie znoszę patrzeć na trawniki które wcale białe nie są, nie znoszę z mozołem oskrobywać zamarzniętych szyb samochodu, nie znoszę kilku par skarpetek (w tym jednych termicznych) i przenikającego zimna, nie znoszę rękawiczek (które ciągle się gubią). Na zimę mogę sobie popatrzeć na obrazku, to mi zupełnie wystarczy. Nie jestem pewnie jedyna, ale ludzi darzących zimę ciepłymi uczuciami jest wielu. A że czasami wychodzi ze mnie złośnica (nawet przed świętami), to zaczęłam się zastanawiać, jak by im tę zimę obrzydzić. Niech też cierpią. Moment ku temu doskonały, bo zima zapewne w końcu przyjdzie (zawsze przychodzi) i można by zacząć od razu, już z pierwszym śniegiem. Poniżej kilka (niesprawdzonych jeszcze przez żadną z nas) pomysłów na to jak obrzydzić komuś zimę.

Złowróżbny bałwan: Pierwszy śnieg Jo Nebo

pierwszysniegright.1302873170Ten sposób jest naprawdę bardzo prosty i nie wymaga zbyt wiele zachodu i przygotowań. Otóż, miłośnikowi zimy, którego mamy na celowniku, wręczamy w prezencie, albo po prostu pożyczamy, Pierwszy śnieg Jo Nesbo. Dajemy mu chwilę na przeczytanie powieści – warto tu ocenić szybkość, z jaką dany osobnik na ogół czyta i skrócić ten czas o połowę, bo to bardzo wciągająca lektura - a następnie w nocy lepimy pod jego domem lub blokiem bałwana. Ważne by bałwan wpatrywał się w jego okno. Dla wzmocnienia efektu, można bałwana wyposażyć w jakiś drobiazg należący do naszej ofiary. Bardzo dobrze sprawdza się szalik, ale może to być również czapka, rękawiczki, czy coś z biżuterii. Mnie osobiście bałwany zaczęły bardzo niepokoić. Nawet takie co wcale nie wpatrują się w moje okno. Wiecie, nigdy nie wiadomo kto go ulepił i dlaczego...

Przewidywany efekt: silny bałwanowstręt, który z czasem może przełożyć się niechęć do śniegu w ogóle.

Morderczy śnieg: Doctor Who i krwiożercze bałwany

dr_who

W tym przypadku musimy nieco bardziej zaangażować się w przygotowania, dlatego też warto zacząć trochę wcześniej niż przed samymi świętami. Aby zachęcić ludzi do pozostania w domu i przeklinania śniegu, należy skontaktować się z istotami pozaziemskimi i nakłonić je do opanowania świata. Potrzebne im do tego będzie ludzkie DNA (można poświęcić jakąś znajomą, za którą się nie przepada). Gdy je zdobędą, śnieg zacznie atakować ludzi. Prawdopodobnie pod postacią krwiożerczych bałwanów. W celu uzyskania szczegółowego instruktażu zaleca się obejrzenie świątecznego odcinka Doctora Who.

Przewidywany efekt: chroniczny śniegowstręt.

Białe zimno: Pieśń Lodu i Ognia George’a R.R. Martina

white_walkers

Biali Wędrowcy, zwani również Innymi, to istoty bezsprzecznie zwiastujące nadchodzącą zimę. Pojawi się taki wędrowiec o lodowato niebieskich oczach na swym martwym koniu i od razu wiadomo, że „winter is coming”. A wiadomo, że zima w powieściach Martina to nic dobrego: czas wiecznej ciemności i śmierci. Jak możemy te skojarzenia u osób kochających zimę wzmocnić? Najpierw trzeba się dobrze ucharakteryzować, pomocne będą dobre kosmetyki, które wydobędą księżycową bladość z naszego oblicza (niestety, nie jest to wpis sponsorowany, więc nie mogę zdradzić jakie) oraz błękitne soczewki do oczu. Musimy również pilnować, aby pojawiać się akurat wtedy, gdy na dworze szaleje śnieżyca, a temperatura spada ostro poniżej zera. Ponieważ Inni potrafią zamieniać w lód wszystko czego dotkną, warto pamiętać o tym by zawsze mieć zimne dłonie. Zapraszając gości do domu, nie zapominamy o zakręceniu kaloryferów. Można też zaplanować, by w kulminacyjnym momencie imprezy zapanowały ciemności (np. umawiamy się z sąsiadem by wysadził korki).

Przewidywany efekt: zimnowstręt i śniegowstręt

Zimowe porwania: Lew, czarownica i stara szafa C.S. Lewisa  i Królowa Śniegu Andersena

biaa_czarownica

Ten sposób zadziała na miłośników zimy posiadających dzieci oraz wymaga pewnych przygotowań natury logistycznej. Najpierw wynajmujemy sanie wraz z końmi, co wcale nie jest najbardziej skomplikowaną częścią planu. Następnie musimy porwać latorośl (może spod przedszkola?) i czmychnąć z nią daleko, tak aby rodzice się nie zorientowali. Dziecka nie należy krzywdzić, przeciwnie można je karmić ptasim mleczkiem i podarować drogie prezenty, krótko mówiąc rozpieszczać tak, żeby o bliskich zapomniało i wcale nie chciało do nich wracać. Kiedy odchodzący od zmysłów rodzice (bądź rodzeństwo) w końcu swoją zgubę odnajdą, należy ją zwrócić - nawet jeśli początkowo nie ma na to ochoty (nie chcemy przecież mieć na głowie ani policji, ani nie swojego dziecka). Szczególnie inspirujące w kwestii zimowych porwań są Królowa Śniegu oraz Biała Czarownica. Naprawdę wiele się można od nich nauczyć.

Przewidywany efekt: fobia związana z kuligami oraz dźwiękiem dzwoneczków przytroczonych do sań.

Hmm, przychodzi mi do głowy jeszcze Boże Narodzenie Herculesa Poirot… ale może na tym poprzestańmy.

© Książki mojej siostry
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci