Menu

Książki mojej siostry

Kulą w chaszcze, czyli dlaczego Jacek Piekara do mnie nie trafia

grendella

Czasem człowiek ma przeczucie, że jakiś autor do niego nie trafi. I czasem nawet chce to przeczucie skonfrontować z rzeczywistością, bo różnie przecież bywa. No to w okresie przemęczenia intelektualnego sięgnęłam po cykl Jacka Piekary o Inkwizytorze Mordimerze przeczytałam parę książek (Sługa Boży, Ja Inkwizytor. Wieże do nieba, oraz Ja Inkwizytor. Dotyk zła) żeby dokonać konfrontacji i oświadczam z pełną odpowiedzialnością, że jasno z niej wynika, że jeśli chodzi o mnie to autor trafił w płot. Albo nawet w ogóle obok płotu. No postawmy sprawę jasno: w chaszcze tym cyklem trafił. Pisać mi się, szczerze mówiąc, za bardzo nie chciało, ale człowiek po czterech latach blogowania czuje, że ma względem ludzkości obowiązki, toteż wypunktuję, czemuż tenże skądinąd często (podobno) trafiający do celu autor, tym razem w chaszcze grzmotnął.

dotyk_zawiee_do_niebaJacekPiekaraSlugaBozy_2114591

1. Zaznaczam od razu, że nie sięgnęłam po cykl spodziewając się dzieła wybitnego. Sięgnęłam po czytadło i czytadło dostałam. Ok. Dobre czytadło nie jest złe od czasu do czasu. Przeczytałam trzy książki, zawierające w sumie 5 opowiadań i 4 dłuższe opowiadania (zwane szumnie mini powieściami) i nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że choć zmieniają się okoliczności przyrody, to ja właściwie w kółko czytam to samo. Historie opowiadane przez autora są proste i dość przewidywalne. Mordimer wypełnia misję po misji i brakowało mi jakiegoś nadrzędnego wątku spinającego to wszystko w całość. Ot, wpadł autorowi pomysł na przygodę do głowy, to ją szybko napisał i na szczegółach za bardzo się nie koncentrował, bo i po co? Byle do przodu z tym opowiadaniem, byle się działo, a że trochę byle jak się dzieje, to nie do końca ważne.

2. Oczywistą oczywistością jest, że w fantasy liczy się świat, w którym bohaterom przyszło przeżywać przygody. I wielu autorów ten świat celebruje, tworząc charakterystyczną topografię (ach, te mapy!), ludy zamieszkujące te wszystkie królestwa, mitologię i wierzenia tych ludów (nie czerpią przy tym z próżni, przetwarzają przeróżne motywy najczęściej), czasem dodają nie-ludzkie rasy i magię. Dopieszczają te światy, jak tylko mogą. Jacek Piekara nie dopieszcza. Osadza fabułę w alternatywnej wersji mniej-więcej średniowiecznego świata (sama średniowieczność jest zresztą mocno umowna), w którym Chrystus nie umarł i zstąpił z krzyża, by ukarać swoich prześladowców i niewiernych. I tyle. Resztę dopowiedzmy sobie sami, jak nam się chce, a jak nie to nie ma problemu. Byle do przodu.

3. Byle do przodu – to chyba w ogóle słowo klucz do tej prozy. Piekara publikuje sporo, a jak publikuje sporo to pisze szybko, a jak pisze szybko, to pisze niedbale. Język jakim się posługuje jest prosty, kolokwialny – co samo w sobie nie musi być przecież złe. Ale jest też nużąco niezróżnicowany, roi się od powtórzeń, językowych klisz i uproszczeń. Czyta się to lekko, choć w dłuższej perspektywie niewiele się pamięta, bo brak wyrazistości. Pewnie lekko się pisało, a autor nie jest chyba w stosunku do swojej prozy zbyt krytyczny. Szast-prast i po krzyku, publikujemy, sprzeda się, co ma się nie sprzedać?

4. Skoro nie świat i nie język, to może główny bohater? Wiadomo, że dobrze napisana postać zyska rzesze fanów. Taki Geralt z Rivii, taki Tyrion Lannister, taki Boromir – postaci niejednoznaczne i charakterystyczne, intrygujące i zapadające w pamięć. Mordimer to podobno ideowiec, człowiek który głęboko wierzy w swą misję tropienia herezji i grzeszników. Może i tak. Na pewno jest sprytny, przebiegły wręcz, i inteligentny. Na pewno posiada szczególną umiejętność widzenia nie-świata, czyli niejako przebijania się przez iluzję rzeczywistości. Ale jak na ideowca, to zaskakująco dobrze dba o własny tyłek, no chyba, że na dbaniu o własny tyłek polega ideowość. A gdyby tak dodać mu trochę rozdarcia? Trochę wątpliwości? Trochę niewiary? Czy by na tym nie zyskał? W moich oczach by zyskał, ale co ja tam wiem?

5. Mordimer podobno uwielbia kobiety. Jacek Piekara podobno też. Zadziwiające, doprawdy zadziwiające, bo nie dopatrzyłam się w tej prozie ani jednej sensownej postaci kobiecej. Owszem są falujące biusty, obfite biodra, smukłe talie, wątłe ramiona, urocze zadarte noski i bujne włosy, ale kobiet ani widu, ani słychu. A po miłośniku kobiet, można by się przecież jakichś spodziewać. Ale nie, nie występują, dopatrzyłam się tylko kobiet-funkcji. Taka kobieta–funkcja jest, i owszem, w jakiś sposób istotna dla fabuły, ale nie na tyle, żeby dać jej osobowość, wystarczy zróżnicować kolor włosów, bo falujący biust raczej musi być. Funkcje są różne. Kobieta-kusicielka – piękna, najczęściej wyznająca jakiś nielegalny kult, musi zginąć. Kobieta w opałach – piękna, niesłusznie oskarżana, trzeba ją uratować, można się z nią przespać. Kobieta-dziwka – piękna, rozpustna, uwielbia swoją pracę. Kobieta do zgwałcenia – może być ładna ale nie musi, jej funkcją jest bycie zgwałconą, bardzo brutalnie. Są jeszcze kobieta-czarownica, kobieta-zdradzająca męża, kobieta knująca, i parę innych. Dla każdego coś miłego.

6. Są też ilustracje. Żeby sobie lepiej te kobiety wyobrazić.Wstawiłabym więcej, ale nowy edytor bloxa mnie przerasta.

kobieta_1

7. Całości dopełniają mądrości wkładane w usta głównego bohatera, które są na ogół proste jak cep. No i postawmy sprawę jasno, ja nie wymagam, żeby autor fantasy serwował mi filozoficzne przemyślenia egzystencjalne. No i bohater może sobie być niepoprawny politycznie. Tylko że tu, z powodu pierwszoosobowej narracji między innymi, stężenie tych poglądów jest jak w białoruskiej wódce (takiej w foliowym woreczku z przemytu do nabycia na wschodnich rubieżach). Trochę strach, ale jak ktoś lubi, to w sumie wielu rzeczy może się dowiedzieć. Na przykład:

„Dziewięciu mężczyzn na dziesięć woli kobiety z dużymi piersiami, a ten dziesiąty woli tamtych dziewięciu.”

Cóż począć, wyszło szydło z worka. Mam męża geja, zdarza się. Tylko mi teraz doradźcie: powiedzieć mu, czy nie?

 

Komentarze (17)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Moreni] *.centertel.pl

    Ty zua kobieto, jak możesz mi takie rzeczy robić. Zamiast pozwolić mi iść spać, zmuszasz mnie do smarowania elaboratów o Piekarze po nocach.;P

    Na początku zacznę od kilku zdań w obronie autora - źle zaczęłaś. Cykl inkwizytorski i tak jest bardzo przeciętny, ale opowiadania z pierwszych trzech tomów (no dobra, dwóch i pół) dają się czytać w miarę bezboleśnie jako proste opowiastki kryminalne. Z tym, że te trzy pierwsze tomy to "Sługa boży", "Młot na czarownice" i "Miecz aniołów". To, co wyszło później (a rozgrywa się wcześniej) jest absolutnie nieczytable. Wiem, próbowałam, poległam. Koniec kilku zdań w obronie autora.

    W ogóle to tak się złożyło, że w jakiś czas po przeczytaniu Piekary wpadł mi w ręce "Piróg" Sapkowskiego. Jest tam kilka akapitów o tym, że polska fantasy istnieć nie może, bo brak nam narodowej opowieści na miarę legendy arturiańskiej - został tylko etos walenia w mordę i nawracania na jedynie słuszną wiarę za pomocą wybijania zębów. Można się zgadzać albo nie, ale dla mnie cykl inkwizytrski jest pięknym przykładem na to, że w jakimś stopniu Sapkowski miał rację. Bo mamy bohatera, który jest przekonany, że walenie w mordę i wybijanie zębów to jedynie słuszna droga krzewienia dobra. Który nie ma rozterek, nie ma wątpliwości, w ogóle nie ma życia wewnętrznego wykraczającego poza szukanie nowych źródeł gotówki i chętnych dziewczyn. I najwyraźniej tak ma według autora być. I nie, to nie jest dobra droga do stworzenia badassa. To jest dobra droga do stworzenia obrzydliwego buca. Czego można uniknąć, ale czego Piekara, niestety, nie uniknął.

    A już w ogóle o kobietach u tego autora (bo w "Chrakterniku" i "Necrosis" w zasadzie jest to samo) to w ogóle szkoda gadać. Niestety, jeśli na horyzoncie pojawia się jakiś biust, to możemy być pewni, że weźmie udział w jakiejś akcji rodem z mokrego snu czternastolatka. I ja już bym nawet nie miała pretensji do autora, gdyby tu chodziło tylko o to, że bohaterki o rozmiarze biustu odwrotnie proporcjonalnym do rozmiaru mózgu stadami pchają się Mordimerowi do łóżka - niech się pchają, na zdrowie, skoro Conanowi mogły... Tylko że to najwyraźniej zbyt mało. Jest kilka scen, w których po prostu krew mnie zalewała, bo były od tak sobie rzucanymi ku uciesze gawiedzi ilustracjami przemocy seksualnej, powstałymi najwyraźniej tylko do fapania nad nimi. Najwyżej na mojej osobistej skali obrzydliwości stoi taki oto motyw. Mordimer przyjeżdża do zamku, w którym ma do rozwiązania zagadkę. Rozwiązuje i w międzyczasie nawiązuje romans z dziewczęciem z tegoż zamku, szlachetnie urodzonym, dodajmy. Potem odjeżdża, ale pannie nakazuje zostać. Panna nie słucha i nocą go dogania. Po czym są tzw. momenty. Po momentach Mordimer bez mrugnięcia okiem oddaje dziewczynę do "zabawy" swoim trzem kamratom, bo przecież sama sobie winna, ze go nie posłuchała i na zamku nie została (i nie, jakoś mi to niepasuje do wizji mrocznego hurr durr świata inkwizycji). Kurtyna. *tu wstaw dowolną liczbę niecenzuralnych, wypikanych kwestii w ramach komentarza* Najwyraźniej Piekara należy do tych kilku autorów polskiej fantastyki, którzy "lubienie kobiet" rozumieją jako lubienie oglądania cycatych piękności w sytuacjach niedwuznacznych. Choć wolę mimo wszystko myśleć, że Piekara cynicznie wykorzystuje koniunkturę. Przecież stać go na więcej.

    To wszystko dziwi tym bardziej, że wyszło spod pióra człowieka, który napisał opowiadania o Arivaldzie z Wybrzeża. To były fajne, ciekawe historyjki z humorem i sympatycznym, ludzkim bohaterem. Może nie Pratchett, ale moim zdaniem pod każdym względem lepsze od Inkwizytora. A przecież wcześniej napisane. Szkoda, że autor nie rozwijał arivaldowego uniwersum zamiast mordimerowego...

    Mam nadzieję, e komentarz jest w miarę zrozumiały...

  • joly_fh

    Nie czytałam nic Piekary i najpewniej tak pozostanie. Polska fantastyka to nie moja bajka, zwłaszcza, że często gęsto kipi seksizmem - jak to sama wypunktowałaś. Błe.

  • grendella

    joly_fh - całej poskiej fanatsy nie skreślę, bo Sapkowskiego i Wegnera cenię, ale do Piekary nie wrócę. To pewne.

    Moreni - a ja teraz aż piszczę z radości, że udało mi się Ciebie do tego elaboratu sprowokować, bo nieraz w komentarzach różnych czytałam, że za Piekarą nie przepadasz (eufemistycznie mówiąc), a teraz mam jasno i wyraźnie dlaczego. Bardzo celnie to podsumowujesz, bardzo. Może i w złej kolejności zaczęłam czytać, ale nie sądzę, że kolejność miałaby aż taki wpływ na odbiór. Bo ten "etos" walenia po mordzie i gwałcenia dziewek się jednak nie broni.

    Ten motyw ze szlachcianką, o którym piszesz, pojawia się bodajże w "Słudze bożym" i jest rzeczywiście obrzydliwy. Doskonały przykład. Ale tego jest dużo, dużo więcej. Zwłaszcza igraszki z Kostuchem kończą się okropnie, bo kobiety po nich są zmasakrowane fizycznie. I ja nie pojmuję, po co to wszystko. Po co ta pochwała przemocy wobec kobiet? Czy to ma być zabawne? Czy to ma być męskie? Nie wymagam szczególnie cnotliwych bohaterów, ale no bez przesady. Myślisz, że wykorzystuje koniunkturę i stać go na więcej. Nie będę w to wnikać, wątpię, oceniam po tym co przeczytałam i mam dość.

    Kiedyś, przed blogiem jeszcze, przeczytałam też opowiadania o Arivaldzie z Wybrzeża i rzeczywiście jest to utrzymane w innej, bardziej dowcipnej konwencji. Ale i tam miałam poczucie niedosytu, bo i tam można było wszystko dopracować i dać czytelnikowi coś o wiele lepszego. Dla mnie to wygląda tak: autor ma pomysł i jak najszybciej przelewa go na papier, nie dbając o rys bohatera, o okoliczności, posługując się schematami. Nie ma potrzeby nadać swojej opowieści jakiegoś charakterystycznego rysu. Pisze szybko, a ja jako czytelniczka dostaję prozę miałką i niedopracowaną. Ok, to się sprzeda. Niech się sprzedaje. Ale to totalnie nie moja bajka. Piszesz, że szkoda, że nie rozbudowywał arivaldowego uniwersum, a ja mam wrażenie, że on żadnego uniwersum nie rozbudowuje, tego mordimerowego też nie. Nie chce mu się, brakuje mu cierpliwości, trzaska opowiadania o Mordimerze jedno za drugim i idzie na pizzę.

    Na pewno brak nam opowieści na miarę legendy arturiańskiej, Beowulfa, czy eddy poetyckiej. Ale to nie jest usprawiedliwienie. Ninedin wspominała o potencjale "Starej Baśni", a z dorobku literackiego innych narodów też nikt nie broni czerpać, to wspólne dobro. Sapkowskiemu udało się stworzyć prozę na wskroś polską, a jednocześnie uniwersalną - z interesującymi bohaterami, z ironią, nostalgią, skrzącą się polszczyzną. Wegner idzie inną drogą, ale i on tworzy prozę, w której oprócz fabuły, daje czytelnikom piękny język. Tą drogą można iść, jeśli się tylko chce.

    No i w ogóle to mi przykro, że jak sięgam po polską fantastykę, to się rozczarowuję. Bo i Pilipuk do mnie nie trafia ani z Wędrowyczem, ani z wampirzycami. "Achaję" z kolei uznaję za książkę, która w ogóle nie powinna być napisana. Sięgnę na pewno po Grzędowicza, Brzezińską i Kańtoch - i mam nadzieję, że nie skończą w chaszczach jak Piekara.


  • Gość: [M.] *.scansafe.net

    Ach, jak ja nie znoszę takiej "męskiej" prozy... Natomiast martwi mnie to, że w księgarniach Piekara rzuca się od razu w oczy na półkach z bestsellerami. I młodzież będzie sięgać:/ W każdym razie ja wiem, że nie sięgnę, dzięki za ostrzeżenie. Poza tym doskonale rozumiem Twoje rozczarowanie, że chciałaś poczytać dobre czytadło, ja ostatnio też tak miałam, sięgnęłam po książkę, która miała być prostym zapełniaczem czasu, a okazała się totalną porażką. Niestety, nie potrafię porzucać rozpoczętych książek. Natomiast zaciekawiło mnie, dlaczego dalej się męczyłaś w tym mordimerowym świecie, skoro od początku proza Piekary nie trafiła w Twój gust? :)

  • grendella

    M - spieszę z odpowiedzią dlaczego skończyłam. 1) Powiedziałam, że skończę osobie która pożyczyła mi książki. 2) Liczyłam, że jednak będzie lepiej. 3) Miałam papkę w mózgu, więc i tak nic innego nie miałam siły czytać.

    Tak, Piekara bardzo się rzuca w oczy na półkach i wszędzie go pełno. Czyli musi nieźle się sprzedawać jako jeden z czołowych polskich fantastów. Ostatnio z przerażeniem zauważyłam, że tato pewnego nastolatka sprezentował mu parę książek tego cyklu (tato cyklu nie znał, a wiedział, że syn fantasy lubi, to kupił, bo taki widoczny na półkach). Na szczęście nastolatek stwierdził, że mu się nie podoba i że woli sobie Sapkowskiego od nowa przeczytać. Jest nadzieja.

  • zorija

    Kiedyś też próbowałam. Zmęczyłam chyba ze 3 opowiadania. To, że baby ustawiają się w kolejce do Mordimerowego łóżka rozumiem, ale gwałtów i przemocy wobec kobiet już nie. Żeby to jeszcze czarny charakter robił, ale nie.

  • grendella

    No dziewczyny, widzę, że za bardzo taka proza do nas nie trafia. Ciekawe, jak tam Panowie, nie?

  • Gość: [Aletheia] 83.218.96.*

    O, to widzę Piekarze się z czasem nie poprawia. Czytałam raz, w zamierzchłych czasach, kiedy nowa polska fala wciąż była jeszcze "świeża", a fantastykę kojarzyło się bardziej z SuperNową niż z Fabryką Słów, i oceniłam wtedy, że następne części będą stratą czasu, więc w ciągu kolejnych lat zauważałam tylko tu i ówdzie nazwisko, przeważnie nie od razu pamiętając z czym ten "popularny autor" ma mi się kojarzyć. Za tamtym pierwszym razem odniosłam wrażenie, że to ma być takie ach-jakże-mroczne, cyniczne, bezzłudzeniowe, prawda, i w ogóle. Bohater typu "nie polubicie mnie... no co, przecież uprzedzałem, było wierzyć", przeznaczony jednak do lubienia "wbrew", bo przecież taki z demonami w duszy i zmęczony i na pewno tylko tak mówi, że jest wredny... W praktyce wyszedł raczej kicz czarnomakabryczny (w jaki nieraz popadają autorzy, którym się wydaje, że jak kicz, to tylko różowosłodki), czyli łokropności tak przegięte, że nie sposób brać ich na poważnie, ale to nawet porządny czarny humor nie jest...

  • Gość: [Moreni] *.centertel.pl

    "Ten motyw ze szlachcianką, o którym piszesz, pojawia się bodajże w "Słudze bożym" i jest rzeczywiście obrzydliwy. Doskonały przykład. Ale tego jest dużo, dużo więcej."
    Wiem, że jest więcej, ale ten jest najjaskrawszy. I pokazuje jedną rzecz - mimo, że Mordimer patrzy na dewiacje swoich kompanów z politowaniem i obrzydzeniem, tak naprawdę wcale nie jest od nich lepszy. Nie wiem, czy to zgodne z zamierzeniem autora.

    "I ja nie pojmuję, po co to wszystko."
    Mam wrażenie, że chodzi o pokazanie tego brudnego, brutalnego pseudośredniowiecza, jak to drzewiej obrzydliwie i niecywilizowanie było. A że jest to pokazywanie na zasadzie "jak mały Jasio wyobraża sobie..." ze skłonnością do przechodzenia w porno gore, to już inna sprawa. Zastanawia mnie tylko, dlaczego ta brutalność przejawia się zawsze we wszechobecnej przemocy wobec kobiet, a nie np. w jeszcze bardziej w średniowieczu wszechobecnych deformacjach po chorobach czy oszpecających wrzodach. Jak na każde opowiadanie o Mordimerze przypada jedna wychędożona dziewka, tak poza tym wszyscy zdrowi. (To właściwie jest też bolączka zachodniej fantastyki, nawet Martinowi się za to dostało. Na jego obronę można przynajmniej powiedzieć, że u niego każdy dostał swój kawałek przemocy).

    "Myślisz, że wykorzystuje koniunkturę i stać go na więcej."
    W zasadzie to nie myślę, a mam niczym nie popartą nadzieję. I jeśli chodzi o Arivalda, jest tak, jak piszesz. Tylko wydaje mi się, że kiedy powstawały te opowiadania, to autor jeszcze miał okazję pójść inną drogą. Owszem, były chaotyczne, były niedopracowane, ale nie oszukujmy się - "Kolor magii" też był. Nie wydaje mi się, żeby Piekara był zdolny skonstruować świat o złożoności Dysku, ale Arivald i dwa pierwsze Mordimery to jeszcze był moment, kiedy mógł próbować. Tylko chyba masz rację, że nie chciał (właśnie sobie przypomniałam, że w wydaniu "Miecza aniołów", które czytałam, był na początku mini wywiad z autorem. Jedno z pytań dotyczyło właśnie niedopracowania świata przedstawionego. Piekara stwierdził, że ponieważ narratorem jest Mordimer, który ów świat zna, nienaturalnym byłoby szczegółowe opisywanie go. No fajnie, że Mordimer wie, na jakim świecie żyje, ale czytelnik nie wie, a IMO psim obowiązkiem autora jest takie skonstruowanie powieści, żeby niezależnie od okoliczności świat pokazać. A jeżeli wybrany sposób narracji w tym przeszkadza, to warto się zastanowić, czy wybrało się odpowiedni, a nie używać jako usprawiedliwienia).

  • Gość: [Moreni] *.centertel.pl

    "Na pewno brak nam opowieści na miarę legendy arturiańskiej, Beowulfa, czy eddy poetyckiej. Ale to nie jest usprawiedliwienie."
    Wiem, że nie jest. Już u kogoś czytałam notkę z zarzutem, że w przeciwieństwie do anglosasów polska popkultura, ze szczególnym uwzględnieniem fantastyki, w ogóle nie przetwarza swojej klasyki. Podczas gdy angielscy klasycy są w swoich ojczyznach nieustannie przywoływani zza grobu, nasi ciągle pozostają martwi (pomińmy milczeniem żałosne próby dodawania zombie do "Przedwiośnia"). Sapkowskiemu udało się w dużej mierze dlatego, że wykorzystał w przewrotny sposób historie wszystkim znane - dziwne, ze w tym aspekcie nie znalazł następców. Wegner z kolei wygrywa (poza wspomnianym przez Ciebie językiem) głównie tym, że tworzy rozbudowany, bogaty i spójny świat, które to w polskiej fantastyce można policzyć na palcach jednej ręki. (Co też jest dziwne, bo zawsze mi się wydawało, ze najwięcej frajdy w pisaniu fantastyki daje możliwość stworzenia własnego świata). Choć akurat jego prozy nie nazwałabym szczególnie polską - pisze w bardzo zachodnim stylu.

    "No i w ogóle to mi przykro, że jak sięgam po polską fantastykę, to się rozczarowuję. Bo i Pilipuk do mnie nie trafia ani z Wędrowyczem, ani z wampirzycami. "Achaję" z kolei uznaję za książkę, która w ogóle nie powinna być napisana. Sięgnę na pewno po Grzędowicza, Brzezińską i Kańtoch - i mam nadzieję, że nie skończą w chaszczach jak Piekara."
    Też nie podchodzi mi Pilipiuk, ale on przynajmniej otwarcie mówi, że jest grafomanem i pisze li tylko dla kasy. "Achaja" jest w pewnych kręgach nazywana "Fapają", a jedyne, co jej się należy, to gruntowna i złośliwa analiza, o taka: niezatapialna-armada.blogspot.com/2012/08/185-eb-jak-bania-czyli-ksiezniczka-w.html

    c.d.n. (a głupi blox twierdzi, że jestem automatem:()

  • Gość: [Moreni] *.centertel.pl

    Za to Kańtoch mogę polecić z czystym sumieniem, tylko zanim się za nią weźmiesz, musisz podjąć ważną decyzję. Musisz wybrać, czy zacząć od późniejszych książek (wtedy powrót do wcześniejszych może się okazać boleśnie rozczarowujący), czy też od początku (i wtedy może się to wszystko wydać mocno przeciętne). Z polskich pisarzy poleciłabym jeszcze Krzysztofa Piskorskiego, bo to solidny rzemieślnik.

  • grendella

    @ Aletheia - Myślę, że celnie oceniłaś po pierwszym zetknięciu i nie sądzę, byś teraz czy kiedykolwiek zmieniła zdanie. Celnie podsumowujesz, rzeczywiście miało być mrocznie i cynicznie, i rzeczywiście wyszło kiczowato. Bo o okropnościach też można pisać dobrze, a mnie naprawdę wydaje się, że Piekara by mógł, gdyby mu się chciało.

  • grendella

    @ Moreni - mnie blox też czasem traktuje jak automat, najwyraźniej obie piszemy z prędkością ponadbloxową. Kurczę, wcięło mi już jeden długi komentarz i muszę zacząć od początku :/

    Co do wywiadu z autorem. No właśni, to co Piekara w nim mówi koresponduje z naszymi odczuciami. I, niestety, jest w tym sporo arogancji i nadmiernego (imho) samozadowolenia. Z drugiej strony, amatorów na jego prozę sporo, więc nie będę się rozpisywać, mnie, podobnie jak Ciebie, to nie przekonuje i będę się tego trzymać.

    Co do wizji średniowiecza, to oczywiste, że dostajemy jakieś wyobrażenie na jego temat. Ja nie chcę średniowiecza idealizować i bronić jakiejś disneyowskiej wizji, bo to epoka skomplikowana (jak każda), ale nie samą przemocą wobec kobiet żyło, jak piszesz. Średniwiecze jest pełne sprzeczności, z jednej strony zasada, że żony nie można bić kijem grubszym od kciuka, z drugiej miłość dworska. Z jednej strony pobożność, z drugiej karnawałowa rozpusta. I Martinowi, na przykład, tę dychotomię udaje się uchwycić i ukazać (choć to przecież też jego autorska wizja, a nie historyczny realizm). Nie mówiąc już o tym, że ma dużą znajomość tradycji literackiej tegoż okresu: romansu, sag, chanson de geste. I u niego jest brutalnie, ale zaskakująco - to moim zdaniem siła tej prozy.

    "zawsze mi się wydawało, ze najwięcej frajdy w pisaniu fantastyki daje możliwość stworzenia własnego świata" - no dokładnie, mi też zawsze się tak wydawało!

    Podejrzewam, że Kańtoch zacznę, albo od "Przedksiężycowych", albo od "Czarne" - ale cieszy mnie to co piszesz, że jej proza mocno ewoluuje. Tym bardziej mam ochotę poznać jej prozę.

    I dzięki za link - dawno się tak dobrze nie bawiłam :)

  • grendella

    Moreni - a i jeszcze jedno, czy ty też masz wrażenie, że niejedną noc mogłybyśmy przegadać i by się nam nie znudziło? :)

  • Gość: [M.] *.scansafe.net

    Jak przegadacie tę noc, to koniecznie nagrajcie i zróbcie podcast, bo czytanie Was to duża przyjemność:)

  • Gość: [okobar] *.static.ip.netia.com.pl

    nie zgodzę się...
    Świat Mordimera moim zdaniem jest porządnie rozbudowany, bohater ma rozterki i wahania
    co do kobiet - fakt, większość opowiadań kapie seksizmem

    świat Mordimera to raczej XVI-XVII wiek a nie średniowiecze :P
    przeczytałem całość i wciąż czekam na kolejne... Sapkowski to może nie jest, ale czyta się dobrze :)

  • grendella

    Nawet jeśli to świat XVI - XVII wieczny, to nadal mocno umowny, co zresztą niekoniecznie musi być wadą, bo nikt przecież od autora fantasy drobiazgowego odtwarzania rzeczywistości nie wymaga. Natomiast, zupełnie nie widzę na czym polega "rozbudowanie" tego świata? Bo ja tego naprawdę na podstawie tego, co przeczytałam nie widzę. Uzasadnisz?

Dodaj komentarz

© Książki mojej siostry
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci